Czwartek, 4 listopad.



                    Czasem trzeba być po prostu odważnym. Nie odkładać wszystkiego na później, bo może być jeszcze trudniej. Iść za sercem, nie rozumem, bo Bóg ma wpływ na wszystko, a ludzie tylko udają. Chcieliby mieć taką władzę.



                   Obudziłam się z wielką ochotą na wyznanie prawdy Adrianowi. Zasługiwał na to, pomimo jego zachowania ostatnio. Tak też zrobiłam, nie było łatwo, bo uczucia nie znikają z minuty na minutę, ale to był toksyczny związek. Niszczyliśmy się nawzajem. Wyszło na jaw więcej mrocznych szczegółów naszego związku, o których nie chcę myśleć. Zniszczyli mnie, oni - najbardziej wartościowi ludzi w moim życiu. Wolałabym nie znać osoby, którą przeleciał po moich urodzinach.
                    Jak zawsze, gdy mam problem poszłam na cmentarz. Chodzę tam i opowiadam mu jakby siedział obok i słuchał, choć nie oczekuję rady. Być może mam nadzieję, że szepnie Bogu na ucho dobre słówko, że jednak zasługuję na trochę szczęścia, że w głębi duszy kawał ze mnie człowieka. Zapalam znicz, a potem jak gdyby nigdy odchodzę zostawiając pustkę i biorąc pustkę. Parodia, a zwie się to moim życiem.
                   Od dziś oficjalnie jesteśmy parą z Bartkiem. Michaś byłby dumny, zawsze powtarzał, że pasujemy do siebie idealnie, wymigiwaliśmy się mówiąc "PRZYJAŹŃ WIECZNIE".
             Środa, 3 listopad




            Wszyscy popełniamy błędy, nie da się tego uniknąć. Jeden ruch za daleko, a zmieni całe życie. Ale czy ktoś powiedział, że na gorsze?


            Kolejny raz odpuściłam sobie miejsce zwane szkołą.






Do: Adrian

Musimy się spotkać. Tam gdzie zawsze. Czekam.


             Ubrałam się, informując, że idę do szkoły, wzięłam od taty kasę i wyszłam. Nie malowałam się, bo było to w tym momencie zbędne. Jak na początek listopada, było strasznie zimno. W drodze obwiązałam wokół szyi chustę w kwiaty i szłam do ruiny. Usiadłam na parapecie trzeciego piętra wyglądając przez okno. Wszedł chcąc się przywitać buziakiem, odwróciłam głowę w drugą stronę. Wybuchnął. Krzyczał, jak opętany. Spanikowałam, i udałam, że chciałam go tylko zobaczyć. Dodając w myślach, że to będzie trudniejsze niż myślałam. Pocałowałam go w myślach, prosząc Boga, żebym już więcej nie musiała tego robić. Nie, nie całować, okłamywać go. Wyszłam, a on za mną. Po chwili poszedł w drugą stronę - do szkoły. Dodzwoniłam się do Bartka, ale odebrała jakaś dziewczyna. Zaczęłam płakać jeszcze mocniej. Napisałam Klaudii smsa, żeby przyszła do parku. O dziwo, przyszła po 10 minutach. Wysłuchała mnie, pochodziłyśmy po mieście i wróciłyśmy do domu równo z końcem lekcji. Duża porcja lodów robi swoje. 
              


Dzwoni: Bartek

- Siemka mała.
-Kto odebrał wcześniej? - zapytałam z mostu, 
- Zazdrosna? - powiedział i wybuchając szelmowskim śmiechem.
- Nie. - opowiedziałam, nie odczytując tego żartu.
- To moja siostra. przyjechała wczoraj. A właśnie wyjechała.
- Pobiegamy? - wypaliłam. Wiedziałam, że lepiej z nim tego nie robić, bo nie nadążę, a jedna.
- Jasne, będę pod twoim domem za 10 minut.

            Przebrałam się w dresy i założyłam koszulkę. Wyszłam idąc w stronę, z której powinien przyjść. 
- Mieliśmy biec, mała. - powiedział nachodząc mnie od tyłu. W drodze do parku opowiedziałam mu, o całej akcji z Adrianem, że nie wiem jak sobie  z tym wszystkim poradzić. Wylądowaliśmy u niego w domu. Powiem tylko, że nie wróciłam na noc do domu.
Wtorek, 2 listopad


           
            Każdy dzień z pozoru taki sam ma w sobie, choć nutkę odmienności. Miłość może być prawdziwa, ale nie wieczna.

           
            Obudziłam się spóźniona już piętnaście minut na polski. Odpuściłam sobie szkołę. Wybrałam numer Bartka, który proponował mi niedawno jakąś wystawę samochodów. Odmówiłam mu, ale zaśmiał się tylko, że jestem niezdecydowana. Nie spiesząc się zrobiłam makijaż i ułożyłam włosy w fale. W ręczniku poszłam otworzyć drzwi, ale nie zdążyłam dojść, bo już był w środku. Zagwizdał tylko, gdy schodziłam po schodach i poszedł za mną do pokoju. Pomógł mi dobrać strój i poszliśmy do samochodu. Po drodze kupiliśmy kawę w maku.
            Na miejscu [Gdańsk] byliśmy równo z godziną 12. Było pełno ludzi ze sportowymi samochodami. Rozglądałam się szukając kawy, a Bartuś już wiązał nowe znajomości. Tak tego mu zazdroszczę, z każdym umie nawinąć temat. Kupiłam trzy kawy i podeszłam do niego i jak się okazało – Kamila. Podałam im kawę oparłam się o maskę samochodu obserwując ludzi. Wyrwane z kontekstu słowa turbo „A to właśnie moja dziewczyna” i przyciągnął mnie do siebie. Uśmiechnęłam się tylko niepewnie i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. „Spanikowałem, przepraszam.” Powiedział zmartwionym głosem, i nie mogłam się powstrzymać od przytulenia się do niego.
Mam słabość do jego głosu, nie to słabość do niego. Kocham go. Nie od dziś, ani wczoraj. Kocham go od dnia, w którym go poznałam. Z dnia na dzień coraz bardziej. Nie kontroluję tego, kurwa! Złączyłam namiętnie nasze usta. Oboje tego pragnęliśmy, ale nigdy się nie przyznaliśmy.