Wtorek, 2 listopad


           
            Każdy dzień z pozoru taki sam ma w sobie, choć nutkę odmienności. Miłość może być prawdziwa, ale nie wieczna.

           
            Obudziłam się spóźniona już piętnaście minut na polski. Odpuściłam sobie szkołę. Wybrałam numer Bartka, który proponował mi niedawno jakąś wystawę samochodów. Odmówiłam mu, ale zaśmiał się tylko, że jestem niezdecydowana. Nie spiesząc się zrobiłam makijaż i ułożyłam włosy w fale. W ręczniku poszłam otworzyć drzwi, ale nie zdążyłam dojść, bo już był w środku. Zagwizdał tylko, gdy schodziłam po schodach i poszedł za mną do pokoju. Pomógł mi dobrać strój i poszliśmy do samochodu. Po drodze kupiliśmy kawę w maku.
            Na miejscu [Gdańsk] byliśmy równo z godziną 12. Było pełno ludzi ze sportowymi samochodami. Rozglądałam się szukając kawy, a Bartuś już wiązał nowe znajomości. Tak tego mu zazdroszczę, z każdym umie nawinąć temat. Kupiłam trzy kawy i podeszłam do niego i jak się okazało – Kamila. Podałam im kawę oparłam się o maskę samochodu obserwując ludzi. Wyrwane z kontekstu słowa turbo „A to właśnie moja dziewczyna” i przyciągnął mnie do siebie. Uśmiechnęłam się tylko niepewnie i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. „Spanikowałem, przepraszam.” Powiedział zmartwionym głosem, i nie mogłam się powstrzymać od przytulenia się do niego.
Mam słabość do jego głosu, nie to słabość do niego. Kocham go. Nie od dziś, ani wczoraj. Kocham go od dnia, w którym go poznałam. Z dnia na dzień coraz bardziej. Nie kontroluję tego, kurwa! Złączyłam namiętnie nasze usta. Oboje tego pragnęliśmy, ale nigdy się nie przyznaliśmy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz