Środa, 3 listopad
Wszyscy popełniamy błędy, nie da się tego uniknąć. Jeden ruch za daleko, a zmieni całe życie. Ale czy ktoś powiedział, że na gorsze?
Kolejny raz odpuściłam sobie miejsce zwane szkołą.
Do: Adrian
Musimy się spotkać. Tam gdzie zawsze. Czekam.
Ubrałam się, informując, że idę do szkoły, wzięłam od taty kasę i wyszłam. Nie malowałam się, bo było to w tym momencie zbędne. Jak na początek listopada, było strasznie zimno. W drodze obwiązałam wokół szyi chustę w kwiaty i szłam do ruiny. Usiadłam na parapecie trzeciego piętra wyglądając przez okno. Wszedł chcąc się przywitać buziakiem, odwróciłam głowę w drugą stronę. Wybuchnął. Krzyczał, jak opętany. Spanikowałam, i udałam, że chciałam go tylko zobaczyć. Dodając w myślach, że to będzie trudniejsze niż myślałam. Pocałowałam go w myślach, prosząc Boga, żebym już więcej nie musiała tego robić. Nie, nie całować, okłamywać go. Wyszłam, a on za mną. Po chwili poszedł w drugą stronę - do szkoły. Dodzwoniłam się do Bartka, ale odebrała jakaś dziewczyna. Zaczęłam płakać jeszcze mocniej. Napisałam Klaudii smsa, żeby przyszła do parku. O dziwo, przyszła po 10 minutach. Wysłuchała mnie, pochodziłyśmy po mieście i wróciłyśmy do domu równo z końcem lekcji. Duża porcja lodów robi swoje.
Dzwoni: Bartek
- Siemka mała.
-Kto odebrał wcześniej? - zapytałam z mostu,
- Zazdrosna? - powiedział i wybuchając szelmowskim śmiechem.
- Nie. - opowiedziałam, nie odczytując tego żartu.
- To moja siostra. przyjechała wczoraj. A właśnie wyjechała.
- Pobiegamy? - wypaliłam. Wiedziałam, że lepiej z nim tego nie robić, bo nie nadążę, a jedna.
- Jasne, będę pod twoim domem za 10 minut.
Przebrałam się w dresy i założyłam koszulkę. Wyszłam idąc w stronę, z której powinien przyjść.
- Mieliśmy biec, mała. - powiedział nachodząc mnie od tyłu. W drodze do parku opowiedziałam mu, o całej akcji z Adrianem, że nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić. Wylądowaliśmy u niego w domu. Powiem tylko, że nie wróciłam na noc do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz